Czasem ktoś mówi o tym, że nasze wirtualne życie w mediach społecznościowych jest pokolorowane. Zawsze chcemy być w makijażu czy dobrym świetle. Strava na której gromadzę moje kilometry jest nieco bardziej brutalna. Nie ma tam filtrów które jednym kliknięciem sprawiłyby że wysiłek (albo jego brak) wyglądały by jakoś lepiej. Widać w wartościach bezwzględnych minuty i kilometry. Czasem nawet kroki albo uderzenia serca.

Dziś odbijam się od swoich oczekiwań. Nie mam sił, pomysłu i miejsca w głowie na wymyślanie tras. Boję się komunikatów o świeżej warstwie śniegu, boję się zapowiadanego -10. Już bym chciał do wiosny. Spocić się trochę, założyć krótkie gacie i nie musieć planować zabrania drugiej pary rękawic żeby nie odmrozić palców.

Podobno te uczucia które zwykliśmy postrzegać jako negatywne, te które nie są nazbyt przyjemne i sprawiają nam kłopot, przykrość – są tak samo istotne jak te dobre, kiedy wszystko wydaje się toczyć w dobrym kierunku. Dziś nie mam pomysłu. Gonię bez sensu i bez celu po asfalcie. Żeby przebiec, żeby zrobić. Jednocześnie zdając sobie sprawę, że nie tędy droga. Jeśli nie zaplanuję, nie wstanę na czas to się nic nie uda. I może czasem musi się nie udać, żeby było wiadomo kiedy się udaje.

Cover Photo by Sonja Langford on Unsplash